poniedziałek, 9 maja 2016

Ile kosztuje życie?



Deszczowy piąty dzień maja. Tak smutna pogoda jak dziewczyna siedząca w małym pokoju. W napięciu czekała na jakiekolwiek postępy w sprawie. Jak tutaj poradzić sobie z problemem. Nikt nie chce udzielić odpowiedzi, nikt też nie zapyta o pożądane rozwiązanie. Spotkałam się w związku z tym z dwudziestoletnią Dianą, aby porozmawiać dlaczego tak trudne jest podjęcie tej znaczącej decyzji w jej wieku.
Siedziała na krześle pijąc kawę. Przyglądałam się pokojowi w którym mieszka. Sterta książek w kącie na podłodze, mało akcesoriów,  kwiatów, czegokolwiek umilającego wystrój. Pusto, ponuro, a główną atrakcją jest tylko księgozbiór. Były to różne książki – o psychologii, miłości, szczęściu, asertywności i tomiki hobbystyczne, co świadczy o jej ciekawości świata. Spojrzałam na Dianę próbując zacząć temat „ To jak zamierzasz postąpić?”, „Masz jakiś plan?”. Zanim odpowiedziała, długo zajęło jej samo zastanowienie się. Po niespełna pięciu minutach mówi –„ Klaudia, ja nie wiem, ja nie potrafię na spokojnie i szczerze postawić sobie żadnej alternatywy w mojej sytuacji. Borykam się z tym już od jakiś 4 lat. Boję się, boję, że będę żałowała decyzji. Może przeżywam za bardzo, ale chcę być szczęśliwa. Nie chwilę, nie rok, a całe życie. Proste nie? To wiem, ale jak się za to wziąć, to już nie.”
Dalsza rozmowa wcale nie była łatwiejsza. Opowiedziała mi o początkach, kiedy to się zaczęło.
Walka o dobrze zdaną maturę była łatwa. Nie miała świetnych wyników, po prostu dobre. Tyle  Dianie wystarczyło, aby mieć spokój od liceum. To był jej jedyny cel, więc czuła się spełniona - „Uczyłam się pilnie myśląc o najbliższej przyszłości. Szkoda trochę było tylko czasu wolnego ze znajomymi, wyjazdów, czy spędzania chwil przy ulubionej książce, ale cóż – nie ze wszystkiego człowiek jest dobry.” Musiała poświęcić się uzupełnianiu braków i szlifowaniu wiedzy z okresu trzech lat w liceum.
„ Super, zdałam! Wakacje! Miesiąc pracy nad morzem jako kelnerka. Nocleg darmowy, wyżywienie też. Wypłata mała, ale wystarczyła na pokrycie kosztów związanych z wydatkami we własnym zakresie. Najważniejsze to było pojechać za pięćset złotych nad morze na tak długi okres i skupić się na zabawie.”
Tutaj zaczęły się schody. Diana zaczęła nerwowo bawić się kubkiem kawy. Szybki papieros na uspokojenie, trzy wdechy. Zaczęła opowiadać dalej.
„Więc po wakacjach musiałam złożyć dokumenty na studia, choć nie wiedziałam gdzie i na jaki kierunek.” Najgorsze jest właśnie to, kiedy nie wiadomo co chce się robić. A same marzenia nie wystarczą. Oparła się mocniej o krzesło, wychyliła głowę do tyłu mówiąc – „ To jest moja fobia. Brak czasu, a jeszcze mniej możliwości. Sama sobie przez to ucinam skrzydła”. Diana to dziewczyna wesoła, skromna, rzetelna, ale też strachliwa. Dużo nie wymaga, aby poczuć się szczęśliwą. Jednak życie jest krótkie. Znalazła tego jedynego i planuje spędzić z nim resztę swoich dni. Studia zabierają parę lat. Pracę też musi znaleźć przez sytuację w domu, a sama także potrzebuje czasu dla siebie.
Życie jest tylko jedno. Każda sekunda mija bezpowrotnie, dlatego warto szanować swój czas. „Ile kosztuje życie? Ale dobre, godne życie?” Zadała pytania, ale zna na nie odpowiedź. Aby je mieć, trzeba część tego życia poświęcić na rzecz nauki, rozwoju i pieniędzy. To normalne, że od przedszkola, czy zerówki kształtujemy się w mowie, piśmie i rozwijamy się w najróżniejszych dziedzinach naukowych jak religia, biologia, matematyka, historia, czy fizyka. Chodzi o przeczucie, że idziesz w dobrym kierunku. Brak zdecydowania w momencie wchodzenia w dorosłość, życie na własny rachunek jest straszne.
Diana kolejny raz zaczęła bawić się kubkiem po kawie. Trochę już zmęczona tematem przesiadła się na łóżko, wzięła leżącą obok niej książkę – „Patrz, to chciałabym robić. Pisać książki.” Jednak na tym myśl o marzeniu skończyła. Negatywne nastawienie postawiło ją w przekonaniu że i tak  nie da rady. Tyle osób wydaje książki, a niewielu z nich cokolwiek na tym zarabia. Zapisała się na kierunek studiów związany z psychologią. Zaczęła się śmiać –„ Mam pomagać ludziom, a jak widzisz sama ze sobą nie umiem poradzić.” Nieumiejętnie ukryła poczucie bezsilności na twarzy za książką. Rozejrzała się po własnym pokoju, który należy do niej od dzieciństwa, podeszła następnie do okna. Zagubionym wzrokiem wróciła do mnie.
Zaczęła studia, mieszka z chłopakiem u jego rodziców, nie ma pracy. Próbowała wyjaśnić swoje położenie. To normalne w tym wieku. Maturzyści jak i studenci mają szczęście w zestawie w pechem. Nauczyciele od podstawówki powtarzają żeby się pilnie uczyć, uczęszczać na dodatkowe zajęcia, próbować, doświadczać nowych rzeczy. Ale które dziecko uważa za priorytet takie „bzdury”. Ważna jest zabawa, znajomi. Osoby idące ze skrajności w skrajność mają właśnie ten problem. Zamiast po szkole odrobić lekcje, a potem zająć się sobą, zajmują się tylko przyjemnościami. Po kilku latach edukacji, bez doświadczenia, dorośli każą podejmować istotne decyzje samemu. Także są tacy dorośli, którzy robią wszystko za ciebie, a tak też jest nie dobrze.
„ Ja należałam do dzieci rozpieszczanych. Pieniędzy nie było na wszystko i jeszcze więcej. Chodzi mi o wychowywanie. Byłam nietykalna, mogłam pyskować, stawiać warunki. Czasami moje zachowanie sprawiało innym problemy, ale rozwiązywanie ich zachodziło bez mojego udziału.”
Można wywnioskować, że rodzice mają wpływ nawet na swoje dzieci, które już są dorosłe. Kiedy rodzic udowadnia dziecku, że może wszystko, ono to wszystko osiągnie. Diana nie musiała się starać. Wystarczy zdany rok i dobra ocena z zachowania. „Cieszyli się nawet z dwójek w liceum. Jakie to szczęście że zdałaś! Powtarzali”.
Te decyzje kosztowały bardzo dużo. Szacunek do ludzi, cierpliwość, umiejętność rozwiązywania dylematów – w życiu te cechy są cenne. W tym prywatnym jak i służbowym. A tego było brak. Rozpieszczanie przez całe dzieciństwo przynosi w efekcie niechciane rezultaty, a dziecko w trakcie dorastania musi przez błędy które popełnia, szybko nauczyć się, że rzeczywistość wygląda inaczej.
Ile kosztuje życie? Dużo. Odpowiedź prosta, a zarazem ma głębsze znaczenie. Każdy krok, myśl, słowo jest nieodwracalne w skutkach, a w skutkach ma wpływ na ciąg dalszy wydarzeń.

Diana dokonała wyboru jakim jest przemyślenie, analiza i powrót do przeszłości. Takich ludzi jest mnóstwo, jak i tych, którzy jeszcze nie doszli do etapu jak chcą aby wyglądała ich przyszłość. Po każdej burzy wychodzi słońce. Z jednej strony jest smutna, a z drugiej zauważyła plusy, które zaowocują w przyszłości. „Nie wiedziałam czego chciałam i nie wiem dalej, ale wiem z tego wszystkiego jedno. Nie będę stać w miejscu”. 

niedziela, 8 maja 2016

Historia pewnej znajomości…


Oczywiście, nie myślmy o tej historii jak o czymś bardzo odległym. Młoda jestem, i chciałabym aby tak zostało. Niemniej, wracając do tematu, to zaczęłabym o  jego istocie i znaczeniu. Jak rozumiem tą pewną znajomość. Proste. Znalazła się u mnie w życiu osoba, która wlazła dosłownie z butami w moje życie, narobiła bałaganu, wiecznie się buntowała i płakała, pakowała mnie w kłopoty mówiąc na koniec, że to moja wina. Zawsze musiałam pilnować i myśleć za dwie osoby, bo przecież moja droga znajomość jedną nogą we własnym świecie. Normalnie każdy pomyśli, że jestem masochistą. Kto by wytrzymał nerwowo, ale koniec końców okazało się, że ja także byłam nie do wytrzymania, a jednak znalazła się ta jedna osoba, która znosiła to tak samo jak ja… No może ja miałam gorzej.
A historia zaczęła się od tego, że urodziłyśmy się w jednej rodzinie. Tak los chciał, że moją przyjaciółką zostanie kuzynka. Z jednej strony nic dziwnego. Ten sam wiek, to samo miasto w którym się uczymy, w dzieciństwie wspólnie spędzane święta itp. Jednak na początku było trochę burzliwie. Ona była straszną beksą. No bo ile można płakać? Z jednej strony nasi rodzice „męską ręką” wychowywali. Jak się przeskrobało był powód do strachu, ale jest granica w histeryzowaniu. Ja byłam z kolei wieczną buntowniczką. Nikt mnie nie lubił, bo nazwisko Bąk, ale też nie lubili bo potrafiłam za wyzywanie mnie przyłożyć w zęby. Nie od razu, ale towarzystwo pastwiące się nade mną wyrobiło mi twardy charakter. Czyli nie potrzebuję niczyjej pomocy, nikt do towarzystwa nie potrzebny, wszystko po prostu wolę sama. Koniec końców uległam własnym postanowieniom. W gimnazjum wszyscy znaleźli znajomych poza mną. Stwierdziłam że głupio postąpiłam, bo od kogo ściągnę zadanie domowe albo sprawdzian? Desperacko doczepiłam się do dziewczyn, które mało wymagają od siebie, a wiele od innych. Moja kuzynka w tym czasie była obrażona i czekała aż pierwsza się odezwę. Duma nie pozwalała zadzwonić ani mi, ani jej. Wpadłam we własne sidła. Trzymałam z ludźmi, którzy pociągnęli mnie na dno. Cała pierwsza gimnazjum plus wakacje były destrukcją. Człowiek jest istotą społeczną, więc potrzebuje akceptacji, empatii i towarzystwa. Po za tym ostatnim nie miałam nic. Spokojnie, było się bez samobójczych myśli i przeistaczania się w coś, co społeczeństwo nazywa słabym produktem biologicznym ludzkości, nazywanym emo.
Na szczęście w nieszczęściu rodzina przyjechała porozmawiać o życiu przy wódce. Moja droga kuzynka musiała przyjechać do rodziny razem z nimi. Pierwsze 5 minut – cisza. Drugie 5 minut – wyśmiała mnie i powiedziała, że w życiu gorszego i irytującego człowieka nie poznała. Przytuliła mnie i jakoś cały ten bagaż psychiczny spadł z barków. Nie ważne dlaczego taka byłam, nie pytała o nic. Wystarczyło że odpowiedziałam na jej uśmiech. Było jednak ciężko, kiedy buzia była mokra od łez i smarków. Bardziej było mi nie dobrze, niż do śmiechu, ale jak to się mówi – czego się nie robi z miłości.

Ta historia to jedna jedyna jaka mi się przytrafiła i trwa kontynuacja. Zabawny w tym wszystkim jest fakt, iż ona nadal jest tą histeryczką , a ja uparta, zawzięta i nerwowa. Mimo wszystko się przyjaźnimy, a z powodu naszych charakterów więź się wzmacnia z czasem coraz bardziej.

sobota, 7 maja 2016

Na kanapie siedzi leń



Jest rano. Świeci słońce, ptaki śpiewają. W jednej ręce kawa, w drugiej kanapka. Po prostu piękny poranek niczym z filmu, ale nagle przypomniałam sobie, że zaraz muszę iść na studia. Czar jak szybko wprawił w świetny humor tak prysł  sekundę później. Przychodzi jedna myśl – po co w ogóle wychodzić z domu i siedzieć na zajęciach parę godzin, skoro mogę upajać się wolnym czasem w łóżku przy ulubionym serialu? Po drugie, dzień wcześniej nie chciało się zrobić zadań na zajęcia, bo po całym dniu wielkiego sprzątania w domu, zakupach i zakuwaniu na inne przedmioty się już nie chce. Dobra, pójdę. Tak nie można. Co pomyśli o mnie profesor? Tylko problemów sobie narobię. Szykuję się bez większego entuzjazmu , mam zaraz wychodzić i… Leń wygrał. Dlaczego mam się tłumaczyć z braku zadań jak mogę przyjść na następne i problem jakoś się rozwiąże? Nauka nie zając, a odpoczynek i dobry nastrój jest ważny w życiu młodego człowieka. Zaniedbywanie własnych potrzeb doprowadza do depresji.  Trzeba jednak pamiętać, że zawsze jest druga strona medalu. Spanie do południa, oglądanie oraz inne niewymagające ruszania się czynności potrafią tak wciągnąć, że jak zobaczysz ile masz do nadrobienia – popadasz w depresje. Także warto pamiętać o złotym środku, czyli robić przerwę raz na jakiś czas, nie odkładać zadań na ostatnią chwilę, a wilk będzie syty (profesor) i owca cała (zadowolony student).

poniedziałek, 7 września 2015

W czym tkwi problem? - używki

O tak. To pytanie uwielbiamy sobie zadawać. Jest ono zawsze, kiedy sobie uświadamiamy że widzimy w pewnych rzeczach brak korzyści niż jak nam się wcześniej wydawało. Dlaczego tak? Dlaczego nie? Po co zmieniać bieg zdarzeń? Człowiek lubuje w przepychu, na całość, idąc ścieżkami własnych ideałów, bacząc lub nie na konsekwencje niektórych decyzji. I tak się zaczyna. Droga do uzależnień. Długo czasami zajmuje dochodzenie do prawdziwego stanu rzeczy, a objawia się przy zadaniu sobie serii pytań: co tam u mnie, czy wszystko ok. Lub inaczej. Jak masz ewidentny problem, to zaczynasz się zastanawiać, co jest grane.
Niedawno nadszedł moment na pytanie ''w czym tkwi problem?''. Pieniędzy mało, a wydatki obowiązkowe są. Wydaję bezsensownie pieniądze. Tylko że jest zawsze ciężko. Odmówić sobie. Zmienić życie. A życie, bo używki są rutyną. Nie zastanawiasz się, tylko po prostu bierzesz.

Już wyjaśniam, o co chodzi. W moim przypadku problemem są papierosy. Wredny nałóg, a w dodatku kosztowny. Niestety, kiedyś popełniłam błąd i dałam się ponieść fali, co poskutkowało uzależnieniem od nikotyny.Jak napisałam wyżej, istniał w mojej głowie mętlik, co zrobić z czymś już dla mnie naturalnym. Na szczęście jestem kobietą, więc złapałam się pierwszej myśli dla mnie motywującej - papierosy niszczą cerę. Tyle, że to było jeszcze trochę za mało. Burza mózgu... Szczegóły. Tak, szczegóły są ważne. Pękają krwinki czerwone, skóra szarzeje, szybciej organizm się starzeje, no i oczywiście szereg chorób. Druga sprawa, założyłam bloga, gdzie piszę o wyglądzie, a w ręce trzymam niszczyciela. Pomyślałam, że szkoda oszukiwać samą siebie. Zawsze jest czas wziąć byka za rogi. I też tak uczyniłam. Oczywiście, nie obyło się bez pomocy tabletek wypłukujących nikotynę z organizmu, które przy okazji niwelują potrzebę zapalenia papierosa. Zostały tylko odruchy palenia w momentach, kiedy zawsze papieros mi towarzyszył, czyli imprezy, po głównych posiłkach oraz kiedy byłam uniesiona emocjonalnie. Było ciężko. Jeszcze jest. Ale z dnia na dzień idzie mi coraz lepiej. Moje ciało powoli wraca do zdrowia - skóra na twarzy wygląda trochę lepiej, mam mniej tych strasznych, czarnych potówek. Jest z tego tylko malutki minusik... Przez pierwsze dni bez palenia podjadałam, więc i czas zacząć ćwiczyć! Walka z nałogiem dała mi dużo siły na zmiany. Postaram się trzymać tego jak najdłużej. Być aktywną, zadbaną kobietą. Każda z nas tego pragnie. Gorzej z działaniem. ''Chce mi się, ale mi się nie chce''. Pierwsza faza zmian jest kluczowa. Przebrnęłam przez nią. A teraz jestem szczęśliwa. ''Chcę i potrafię'' - na tym trzeba się skupić. Nie palę już ponad dwa tygodnie. Pieniądze mam na to, co potrzebowałam, no i  ku pozytywnemu zaskoczeniu także na małe przyjemności, które faktycznie moich pieniędzy są warte.

Złe przyzwyczajenia są jedynymi przyzwyczajeniami, których ludzie nie potrafią się wyrzec bezboleśnie.
 (mysli.com)



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Malowanie paznokci na wodzie - hit czy kit?

Jak każda z Was czasami mam ochotę spróbować czegoś nowego - nie tylko smaku nowych chipsów, ale również stylizacji włosów, czy paznokci. Z ciuchami jeszcze różnie, ale to już zależy od mojego zgłodniałego portfela. 
Pewnego dnia po szybkich zakupach w galerii, wykłądając świeżo nabyty towar w domu, zauważyłam, że w skrzynce na skarby do paznokci mam sporą kolekcje lakierów. Po chwili namysłu stwierdziłam jedno - może coś wykombibnuję? Skoro są litry kolorów w płynie, to czemu by nie zabłysnąć wśród koleżanek nowym designem?
Więc wzięłam się do roboty. Kilka gąbek, patyczków do naklejania kryształków etc. Zabawa przednia, póki nie zorientowałam się o poziomie beznadziejności mojego pomysłu. Tragedia istna.
Próbowałam przeróżnych wersji malowania... Jednkaże bez instrukcji co, jak i dlaczego się nie obeszło. Jestem, a raczej byłam leniwa i zawsze malowałam tradycyjnie, czyli jeden kolor na wszystkie palce, bez dodatków. Nie miałam żadnego doświadczenia. Na ratunek przybył  wujek Google i podesłał link do popularnej strony społecznościowej - YouTube.

Podczas przeglądu uwagę zwrócił mi obrazek z ciekawymi wzorami na paznokciach. Włączyłam, i to, co zobaczyłam było  fenomenalne! Szybko, sprawnie i kolorowo. Pomyślałam sobie, że może warto spróbować. I tak się stało. Na każdym paznkciu inny wzór, dobór kolorów we własnym zakresie,a za każdym razem na wszystkich paznokciach pojawiało się coś niepowtarzalnego.
Jest tylko małe ale. Na początku warto zakupić sobie lakiery tańsze (max za 5 zł). Za pierwszym razem porządany efekt od razu nie wychodzi (przynajmniej tak było u mnie). Zanim mi się udało jak należy, zmarnowałam na 3 palce po 1/4 z obu butelek z lakierami.
Z pozoru wydawało się łatwe oraz szybkie. Jak na pierwszy raz uważam ,że sposób jest w porządku, chociaż malowanie zajęło z pół godziny (na  rekę),dodatkowo poprawianie kilka razy jednego paznokcia pod rząd, bo dziwne, blade albo jak to się zdarza, zahaczę o coś. Męki przeżyłam, ale jestem zadowolona. Dużo zeszło jak na malowanie  pazurów, jednakże trening czyni mistrza i na pewno kiedyś będzie szybciej:)


Na powyższych zdjęciach udokumentowany jest moje dzieło końcowe tego wodnego sposobu malowania paznokci.

Jeżeli jesteś chętna - skorzystałaj z tego : https://www.youtube.com/watch?v=iXG_EHR80Sw
Od razu dziewczyna wyjaśnia dlaczego może wyjść źle. Wiadomo jednak, że trzeba psychicznie się nastawić na niepowodzenie. Moje znajome nie mogły się napatrzeć. Warto spróbować.

Dałaś się namówić na malowanie paznokci na wodzie? Daj znać jak poszło, i co myślisz o takim sposobie:)




wtorek, 18 sierpnia 2015

Pełno energii ,a jeszcze więcej książek

Już po wakacjach nad polskim morzem, z 3 kg więcej ale za to satysfakcjonująca opalenizna, zero oparzeń, wypoczęta i po dużych zakupach!

Od jakiegoś czasu zamiast pamiątek związanych z miejscem pobytu wybrałam książki i ciuchy. Szczególnie, że w największych skupiskach sklepów można znaleźć ogrom interesujących znalezisk:)

W tym roku pobiłam swój rekord z książkami... Ale co tu człowiek ma począć przy cenach 12,99 zł gdzie prawdziwa wartość to 50 zł? Łowca okazji nie przepuści.

Dużym zainteresowaniem darzę każdy gatunek literacki, jednak najwyżej na liście jest kryminał - te zagadki, akcja, 'przyłączanie się do sprawy'. Dlatego kupiłam całą serię Sherlocka Holmse'a. Jednakże tym razem w moich łupach znalazły się dzieła związane moimi studiami, czyli dziennikarstwem. Jak wiadomo same ukończenie ich nic mi nie daje, więc postanowiłam wziąć sprawy w moje ręce.

A tak na marginesie to na zdjęciu nie ma książki którą także kupiłam, bo jestem w trakcie czytania i zapomniałam dorzucić. A jest to Juli Zeh ''Instynkt gry''. Opowiada o dwójce młodych ludzi, nad wyraz inteligentnych którzy nie wierzą w nic. Miłość, religia, współczucie i inne wartości nie mają sensu - tylko gra. Jestem przy końcówce, ale już zdążyła zwrócić moją uwagę na pewne sprawy w życiu nad którymi mało kto się zastanawia, zmieniła mój światopogląd. Do niczego autorka nie namawia. Sprawia że myślisz nad sobą. Szczerze polecam




piątek, 31 lipca 2015

Wakacje - co wziąć?

Ach, wakacje... Super sobie pomarzyć, a zaplanować? Ciężka sprawa. Odkładałam parę miesięcy aby wyjechać niedługo na dziesięć dni dla relaksu, pięknej opalenizny, widoków na morze i świeżych ryb.
Jednak został jeden problem... Jak o siebie zadbać? Sól, słońce, piasek, trochę alkoholu. A co z cerą, włosami, paznokciami? Na szczęście praca przy kosmetykach dała mi ogrom wiedzy na temat pielęgnacji. Tanio i skutecznie.
A więc, dla mnie priorytet to włosy. Moje niszczą się po jednorazowym wysuszeniu głowy.  W ramach eksperymentu kupiłam sobie marokański olejek arganowy. Co prawda troszkę szybciej robią się tłuste, ale lśnią, nie są ciężkie ani oklapłe. Po kilku dniach rozdwojone końcówki zniknęły, jak u mojej mamy, i jej koleżanek. Rewelacja za około 15zł. Starcza na ponad miesiąc.
Druga sprawa - skóra. W zeszłym roku wzięłam balsam do ciała regenerująco-nawilżający. Tragedia. Kurz przyklejał się do mnie, piasek, błyszczałam się.Potrzebujesz nawilżenia w ciągu dnia, aby nie stracić opalenizny i nie podrażnić skóry. Jak wiadomo kiedy chce się tanio, to nie kupisz super balsamu szybko wchłaniającego się za 25 zł i w górę. Dlatego narodził się kolejny super pomysł... Żel pod prysznic z balsamem + gąbka (mniej zużywasz  korzystając z niej niż lać żel bezpośrednio na dłoń). Po upalnym dniu na plaży można się wykąpać, iść na miasto bez żadnych zmartwień. Skóra odświeżona, nawilżona, bez klejenia się.
Paznokcie. Na morzem czy nad jeziorem, można je zniszczyć. Kiedy przesiąkną wodą, lub są od dłuższego kontaktu z solą łamią się i rozdwajają. Jedna pomyśli żeby obciąć, ale dla tych które pragną cały rok mieć długie, zadbane paznokietki jest sposób. Bez nakładania żelu, czy tipsów.Wynaleziono odżywkę 5w1 - baza, ochrona, wzmocnienie, odżywienie i połysk. Można nakładać samą, bądź pod lakier kolorowy. Kosztuje około 12zł.
Na koniec twarz. Nos, czoło i dekolt są najbardziej narażone na negatywny wpływ słońca. Nikt nie chce odchodzących płatków skóry i bolesnych oparzeń. Dlatego dziewczęta nie zapomnijcie zaopatrzyć się w maść cynkową. Zawiera przeciwutleniacze, neutralizuje wolne rodniki, co pomaga w regeneracji skóry. Tubka kosztuje 3zł, a przynosi szybkie ukojenie. Jest też dobry na trądzik.

Mam nadzieję, że pomogłam interesantkom, a jak Wy macie jakieś pomysły, z chęcią bym się zapoznała:)